Głos Siemiatycz On Line - Archiwum,
Wybrane artykuły z poprzednich wydań dotyczące gminy Milejczyce
więty Hubert w Milejczycach
Co roku, na początku
listopada, myśliwi i leśnicy odmawiając modlitwę i organizując uroczyste polowanie
czczą pamięć ich patrona Św. Huberta oraz wszystkich swoich kolegów.
Siedzibą Koła Łowieckiego "Jeleń" są Milejczyce. W większości należą do niego myśliwi z terenu powiatu siemiatyckiego. Na co dzień pracują w organizacjach państwowych i samorządowych, lub prowadzą własne firmy i gospodarstw rolnicze. Wspólną ich pasją jest wypoczynek w kontakcie z przyrodą, z dala od murów domów i miasta. Lubią swoje towarzystwo. Dostać się do koła łowieckiego nie jest łatwo. Najlepiej gdy osoba starająca się o przyjęcie, jest polecana przez aktualnego członka koła. Bycie myśliwym, to nie tylko strzelanie do zwierząt. To pełna odpowiedzialności praca dla koła i jego zwierząt. Budowanie ambon i paśników, dokarmianie zwierząt, ochrona ich przed chorobami i kłusownikami. Osoby nie mające pośredniego kontaktu z myślistwem nie mają świadomości czekających nań obowiązków.

Obchody dnia Św. Huberta otworzył Jarosław Kobus od odegrania
hejnału na zbiórkę. Po nim prezes koła Jan Gumieniak wygłosił okolicznościową
mowę oraz zaprosił do ślubowania młodych myśliwych. Roman Łopaciuk i Aleksander
Zdasiuk po odbyciu rocznego stażu w kole i zdaniu państwowego egzaminu, przystąpili do
złożenia uroczystego ślubowania, które uczyniło ich pełnoprawnymi członkami koła.
Przed wyruszeniem do lasu pozostało jeszcze rozlosowanie stanowisk w poszczególnych
pędzeniach, czego dokonał prowadzący w tym dniu polowanie Władysław Siemieniuk.
Koło Łowieckie "Jeleń" obejmuje teren ok. 15 tys.
ha. Z uwagi na duże zalesienie tego regionu, milejczyckie koło szczyci się dużą
ilością zwierząt. Lista odstrzałów planowana corocznie jest tu znacznie większa niż
w innych kołach w regionie. Z drugiej strony, jak zapewnia najstarszy z myśliwych koła
Eugeniusz Jakuć - Zwierzyny jest nieporównywalnie mniej niż 20-30 lat temu. Kiedyś
można było ustrzelić 10 zająców na jedną strzelbę, dziś niestety często wracamy z
polowania z niczym.

Tego dnia polowanie odbyło się w lasach Pokaniewa i
Choroszczewa. Najbardziej udane było pierwsze pędzenie, podczas którego upolowano lisa.
Strzelano także do stada dzików, widziano także sarny, łanie i koziołki. Kilku
szczęściarzom Św. Hubert pozwolił zobaczyć jelenia czternastaka, który uciekając
przed nagonką w bliskiej odległości od myśliwych przeciął linię i skrył się w
lesie. Na jego szczęście tego dnia prowadzący polowanie zabronił strzelania do jeleni.
Po trzech pędzeniach na pokocie znalazł się jeden lis, oraz mnóstwo wrażeń.
Oficjalna część polowania została zakończona zaraz po
południu. Po niej nastąpiła część nieoficjalna. Dla myśliwych i ich gości w
leśniczówce została przygotowana uroczysta biesiada, a na stole nie zabrakło
pieczonego dzika i koziołka.
Milejczyce
Pierwsza po wakacyjna sesja Rady Gminy Milejczyce odbyła się 30 września. Głos zabierali goście: Lech Ferenc - przewodniczący referatu WIORiŚ, oraz przedstawiciel Podlaskiej Stacji Przyrodniczej NAREW. Lech Ferenc powiedział o konieczności znakowania ziemniaków przez rolników. Numer 10 oznacza, że ziemniaki w ten sposób oznakowane pochodzą z naszego regionu. Niepokój radnych wzbudziła informacja, że w naszym powiecie istnieje tylko jeden punkt atestacji urządzeń do ochrony roślin, mieszczący sie w bazie GS Grodzisk.
Żadnego zainteresowania radnych nie wzbudziło
wystąpienie przedstawiciela PSP NAREW, który omawiał sprawy przydomowych oczyszczalni
ścieków. A za około trzy lata posiadanie takich obiektów będzie koniecznością.

Malewszczyzna nie istnieje
Datę 5 grudnia 2001 roku pan Krzysztof Molski z kolonii Rogacze, a do niedawna jeszcze - z kolonii wsi Malewszczyzna w gminie Milejczyce, będzie zawsze pamiętał. Wczesnym rankiem tego dnia, w wyniku pożaru stracił dach nad głową. Na szczęście domownikom udało się uratować. O zdarzeniu pisaliśmy w naszym tygodniku. Teraz pan Molski mieszka już w normalnych warunkach.
- Najwięcej pomógł pan Antoni Tararuj z białostockiej firmy
budowlanej "Jazbud." - mówi pan Krzysztof Molski. - To on był sponsorem i
koordynatorem budowy naszego domu. Jak tylko coś trzeba było, a trzeba było dużo, to
najczęściej na telefon załatwiliśmy. Dobrze, że wtedy kum zostawił mi swój telefon
komórkowy. To dużo pomogło. Ja dzwoniłem i co tylko trzeba było, to pan Antoni
działał w moim imieniu.

Do momentu wybudowania nowego domu rodzina mieszkała "na
swoim" - w budynkach gospodarczych i szopie.
Sporo to my z synami zrobiliśmy. Chłopaki mieli już po 14-15
lat - dodaje.
Nadal trudno
Po pożarze Molscy zostali bez niczego. Pomoc uzyskali od GOPS, w szkole w Milejczycach przeprowadzono zbiórkę pieniędzy, pomogły też prywatne osoby.
W sumie po pożarze z opieki otrzymałem chyba z 800 zł. Tyle
było całej zapomogi - mówi pan Molski - Ale z pomocy społecznej częściej dostaję
zapomogi. Ostatnio też dostałem. Przecież w domu gromada dzieci. Teraz mam
dziesięcioro. Najmłodszy - Kubuś, urodził się już po spaleniu. Najstarsza córka ma
22 lata. Studiuje w Białymstoku. Dobrze, że nam teraz finansowo pomaga. Teraz w domu
jest siedmioro. Trzeba ich uczyć.
CK, fot. CK
Pożar wybuchł około godziny 4 nad ranem. Dom był drewniany,
kryty eternitem. Kiedy domownicy obudzili się, płonął już dach. Na dwór wybiegli w
tym, co mieli na sobie. Ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko. Nic się nie dało
uratować. Dzieci schroniły się w stodole. Matka pobiegła do najbliższych sąsiadów
po pomoc. Pobudziła domowników. Ci z przerażeniem spojrzeli na przestraszoną kobietę.
Odblask pożaru przekonał ich o rodzącej się tragedii. Straż pożarną powiadomiono o
4.41. Niewiele udało się ugasić. Prawie cały budynek spłonął. Na widok
wystraszonych i zziębniętych dzieci, które nie miały na sobie ciepłej odzieży,
strażacy oddawali im swoje kurtki. Tym, które potrzebowały, również buty. Dzieci
przewieziono do ZOL - u w Bacikach. Rodzice nie mogli patrzeć na pogorzelisko. Sąsiedzi
zabrali ich do siebie. Cały czas łzy, płacz, lament. I to nie tylko ze strony
poszkodowanych. Ci, co mieszkali najbliżej i dobrze znali rodzinę, również byli
wstrząśnięci rozmiarem tragedii. Zaoferowali każdą pomoc, jaka tylko będzie możliwa
z ich strony. Bo ta będzie akurat teraz potrzebna najbardziej.
CK
Milejczyce
Zapytania
i interpelacje
Sesję otworzył przewodniczący rady
Bogusław Tatarczuk. Zaraz po tym radni wysłuchali protokołu z ostatnich obrad. Po
zatwierdzeniu tego dokumentu był czas na zapytania i interpelacje. Zaczęła radna
Grażyna Jaszczuk:

- Czy komisja rewizyjna skontrolowała dyrektora szkoły? Jak
wygląda sprawa nauczania indywidualnego jednej z uczennic?
- Ile kosztowała publikacja o gminie w "Gazecie
Współczesnej"? Ile zamontowano pojemników firmy ASTWA i jaki jest koszt ich
dzierżawienia? Czy wójt zwraca pieniądze za wodociągi? - kontynuował zapytania radny
Mikołaj Sołyszko.
Jak wynikało z odpowiedzi, sprawy nauczania indywidualnego w
szkole są prowadzone prawidłowo, zgodnie z orzeczeniem lekarskim. Natomiast publikacja o
gminie kosztowała 854 zł. Szczegółowo z kolei wyjaśniono kwestie pojemników na
śmieci. Miesięczny koszt dzierżawy jednego pojemnika wynosi: mniejszego - 3 zł,
większego - 20 zł. Koszt jednorazowego opróżnienia kosza to 5 zł. Wywóz jednego
metra sześciennego odpadów kosztuje 20 zł.
- Zgłaszają się do mnie osoby, które chcą, aby przy ich
posesjach były takie pojemniki - mówił wójt Ananiasz Sawicki. - Mieszkańcy deklarują
również poniesienie kosztów wywozu. W tej chwili na terenie gminy nie ma dzikiego
wysypiska śmieci.
Wójt zwrócił niektórym osobom część
pieniędzy za przyłącza do sieci wodociągowej, ustalając cenę na 2.000 zł.
Co wójt zrobił między
sesjami?
Będą remonty dróg
W sesji uczestniczył zastępca dyrektora Powiatowego Zarządu
Dróg, Jerzy Czapiuk. Podziękował radzie za dofinansowanie inwestycji drogowej w
Pokaniewie. Począwszy od przyszłego roku Powiatowy Zarząd Dróg, w ciągu dwóch lat, w
ramach funduszy strukturalnych, chce zmodernizować drogi Hornowo - Pokaniewo - Grabarka -
Mikulicze - Miedwieżyki. Korzystając z okazji, radny z Miedwieżyk zaakcentował problem
dwóch starych, spróchniałych lip na drodze powiatowej. Wprawdzie do zimy (chyba)
jeszcze daleko, ale kilku radnych poruszyło kwestie odśnieżania dróg.
Zmiany
w budżecie
Informację o wykonaniu budżetu gminy za
pierwsze półrocze tego roku, a także zmiany budżetowe, odczytała skarbnik gminy. Plan
budżetu po zmianach wynosi: dochody - 3.143.118 zł, wydatki - 3.540.573 zł. Za pierwsze
półrocze na plan 3.143.118 zł wykonano 1.766.470 zł, co stanowi 56% wykonania
budżetu. Uchwałą rady z 29 sierpnia w sprawie zmian w budżecie gminy na ten rok,
dochody i wydatki zwiększono o 225.883 zł.
Sprawozdania,
sprzedaż mienia i ławnicy
W kolejnych punktach przedstawiono sprawozdania. Informacje o
działalności GOPS odczytała kierownik Walentyna Błaszczuk, o działalności świetlicy
gminnej Monika Bałut, biblioteki - Katarzyna Wysocka, OSP - prezes Mikołaj Bortniczuk.
Na dłużej radni zatrzymali się przy kwestii ochotniczej straży. Padł m.in. projekt,
aby w ramach oszczędności zlikwidować punkty OSP w Sobiatynie, Rogaczach i Wałkach.
Utrzymanie tych jednostek kosztuje rocznie 20.000 zł. a zasadniczo nie ma wyjazdów.
Wójt zgłosił propozycję dotyczącą redukcji kosztów utrzymania tych jednostek. Radny
Sołyszko z kolei- pozyskiwania nowego sprzętu i uzbrajania dotychczasowego zaplecza.
- Musimy to przemyśleć. Jest to propozycja na następną sesję
- zakończył polemikę przewodniczący Bogusław Tatarczuk.
Wszyscy radni zgodnie zaakceptowali pomysł szerszego
wykorzystania pracowników do prac gospodarczych.
W informacjach dyrektora szkoły o przygotowaniach do nowego roku
szkolnego, odczytanych przez Marię Cieślik, można było m.in. usłyszeć, że w
rozpoczętym roku szkolnym na pełnych etatach zatrudnionych jest 16, a na niepełnych 5
nauczycieli. Naukę rozpoczęło 265 uczniów w 10 oddziałach. Podczas wakacji wykonano
wszystkie zalecenia, głównie remontowe, wskazane przez Sanepid.
Ostatnie punkty sesji dotyczyły wyceny i sprzedaży mienia
komunalnego i zatrudnienia bezrobotnych. Działki i budynki przeznaczone do sprzedaży
wyceniono na 212.671 zł, koszt wyceny - 14.280 zł (pełne informacje odczytała Anna
Bartoszewicz). W ciągu ostatnich 4 miesięcy gmina zatrudniła 4 osoby bezrobotne (pełne
informacje przedstawiła Walentyna Słokotowicz).
Milejczyce bez wójta? (z 30.I.2003)
Od listopada gmina Milejczyce jak na razie ma nowego wójta Ananiasza Sawickiego, który wcześniej był radnym powiatowym. Zastąpił on na stanowisku Mikołaja Sołyszkę. Jak się okazuje obecny wójt urzęduje w gminie, a potem leczy swoich wyborców. Ananiasz Sawicki jest wójtem gminy i kierownikiem miejscowego ośrodka zdrowia, należącego do powiatu. Mimo, że ustawa o samorządzie zabrania łączenia tych stanowisk, wójt nic sobie z tego nie robi. Jak sam podkreśla, za kilka tygodni będzie już udziałowcem spółki lekarskiej w Nurcu Stacji. Wybrany na najwyższe stanowisko w gminie nie zrezygnował, a powinien, z kierowania milejczyckim ośrodkiem zdrowia, który jest własnością administracji powiatowej. Prawo nie pozwala na bycie wójtem i kierownikiem gminnej lub powiatowej placówki jednocześnie.
Podczas poprzedniej kadencji rady powiatu opozycyjni radni stawiali podobny zarzut obecnemu staroście. Jednak starosta w odpowiednim czasie złożył rezygnację z funkcji dyrektora Zespołu Szkół w Ostrożanach. Dlatego też zachował mandat radnego. Zupełnie inaczej jest w przypadku wójta Sawickiego.
Nowy wójt wiedział o tym od początku, że musi wybrać pomiędzy pracą w przychodni i pracą w urzędzie gminy. Jak na razie wyboru nie dokonał. - Ludzie mnie cenią, lubią, uważają za dobrego lekarza, nie wybaczyliby mi tego, gdybym ich zostawił - twierdził Sawicki.
Jest wszędzie
W ośrodku zdrowia w Milejczycach. Jedna z pracownic powiedziała, że pan kierownik jest akurat w urzędzie gminy. Stamtąd odesłano nas jednak z powrotem do ośrodka. Gdzie się podział wójt?
- Ja pracuję cztery godzinki tu i cztery w gminie, czasem jestem tak zajęty, że nie starcza mi czasu na załatwienie niektórych spraw - mówi Sawicki. Jest zajęty, ale z jednego miejsca pracy do drugiego ma tylko 200 metrów.Ta niewielka odległość jest zbawieniem.
- Jestem doświadczonym człowiekiem i radzę sobie z moimi obowiązkami - zapewnia.
Już za kilka tygodni będzie mógł powiedzieć, że jest wójtem - lekarzem w prywatnej spółce w Nurcu Stacji. Jest w wieku przedemerytalnym, więc chce sobie jakoś przyszłość zabezpieczyć. - Ośrodek zdrowia, któremu kierownikuję, połączy się w pierwszych tygodniach lutego z prywatnym zakładem lekarskim w Nurcu. Będę tam jednym z udziałowców - mówi wprost Sawicki.
Rada czy wojewoda?
Pierwszy ruch należy teraz do Rady Gminy. To ona powinna podjąć decyzję o wygaśnięciu mandatu wójta. Jeśli tego nie zrobi, wojewoda ma 30 dni na wydanie orzeczenia zastępczego i natychmiastowe odwołanie wójta. - Póki co, jak mówi - Sawicki, trzeba się zajmować mieszkańcami Milejczyc, dbać o nich i nie zaniedbywać. Bo taka jest rola prawdziwego wójta i prawdziwego lekarza.
- Prawo jest prawem, ale leczyć ludzi trzeba, a w gminie mawiają, że ja jestem doktor pierwsza klasa - mówi doktor-wójt. - Dobry lekarz, dobry człowiek, dlaczego ma sobie nie zarobić, bzdurne te przepisy - uważa jeden z mieszkańców Milejczyc.
Będą wybory
Tak więc kolejne zawirowania dotykają gminę Milejczyce. Mieszkańcy po raz kolejny będą wybierać wójta w wyborach. Kto tym razem nim zostanie i kto znajdzie się na karuzeli wyborczej tego zapewne mieszkańcy gminy dowiedzą się już wkrótce. (Marek Malinowski fot. Jsw)
Milejczyce - Radny wyrzuca dziennikarzy (9.XII.2002)
W poniedziałek 18 listopada po raz pierwszy obradowała nowa rada gminy w Milejczyce. Tuż przed rozpoczęciem obrad były wójt, a obecnie radny - Mikołaj Sołyszko skierował słowa powszechnie uważane za obelżywe w kierunku dziennikarzy Głosu Siemiatycz, oraz groźby karalne. (Sprawa została skierowana do organów ścigania). Chwilę później radny senior rozpoczął obrady. Nowa rada postanowiła zmienić porządek obrad. Usunięte zostały punkty dotyczące ustalenia liczby i składu komisji oraz wynagrodzenia nowego wójta Ananiasza Sawickiego.

Na przewodniczącego rady gminy zgłoszone zostały dwie kandydatury: radnego Bogusława Tatarczuka i radnej Grażyny Jaszczuk. Według obowiązującego prawa wyboru przewodniczącego dokonuje rada gminy poprzez tajne głosowanie.
W tym momencie po raz kolejny radny Mikołaj Sołyszko zażądał, aby dziennikarze opuścili salę obrad, gdyż ich obecność będzie zagrażać... tajności prowadzonych wyborów. Radny na tyle głośno mówił, że postanowiliśmy opuścić salę, gdyż obawialiśmy się, że nieopuszczenie jej może doprowadzić do rękoczynów. Chwile później na korytarz wyszedł wójt Ananiasz Sawicki, który przeprosił nas za zachowanie radnego Mikołaja Sołyszki.
Jak się okazało w wyniku przeprowadzonego tajnego głosowania przewodniczącym rady gminy został Bogusław Tatarczuk, na którego głosowało 10 radnych. Grażyna Jaszczuk otrzymała poparcie dwóch radnych, a dwie osoby wstrzymały się od głosowania. Na zastępcę przewodniczącego rady gminy zgłoszono tylko jedną kandydaturę: radnego Anatola Prochowicza. W wyniku przeprowadzonego tajnego głosowania 12 radnych postanowiło powierzyć funkcje zastępcy Anatolowi Prochowiczowi. Na koniec obrad Anatol Sawicki został zaprzysiężony na wójta gminy Milejczyce.

Mamy tylko nadzieję, że podczas kolejnej sesji rady gminy nie będziemy zmuszani do kolejnego biegania z sali obrad na korytarz i z powrotem. Ufamy, że zachowanie radnego Sołyszko, nie będzie miało wpływu na dalszą dobrą współpracę nowego przewodniczącego, wójta i rady z naszym tygodnikiem. (MM fot. CK)i
Kwatery żołnierzy Armii Radzieckiej na podlaskich cmentarzach odwiedzali 10 i 11 maja weterani, uczestnicy II wojny światowej z Białorusi. Jednym z odwiedzonych przerz nich miejsc był cmenatrz w Milejczycach.
Grupa kilkunastu weteranów przyjechała do Polski na zaproszenie oddziału Związku Kombatantów RP i b. Więźniów Politycznych oraz konsulatu Białorusi w Białymstoku. Wicekonsul Białorusi w Białymstoku Igor Sekreta poinformował, że takie oficjalne wizyty organizowane są od połowy lat 90. W tym roku grupa weteranów wojennych była mniejsza, niż w minionych latach, ale jej pobyt był dłuższy o jeden dzień.

Kombatanci ze Wschodu podkreślali, że w Polsce widać pamięć o tych, którzy polegli w czasie wojny. - Kiedy tu przyjeżdżam, czuję się wspaniale - mówił dziennikarzom Wiaczesław Gorszkow, który od piętnastu lat przyjeżdża do Polski w rocznicę Dnia Zwycięstwa. /r, fot.jsw/
Malewszczyzna, gm. Milejczyce
Tutaj nasze miejsce
Kikuty wystających belek, resztki nadpalonych ścian, sczerniałe deski, osmalona podmurówka, resztki mebli i domowego sprzętu, w środku biel kaflowego pieca, słowem pogorzelisko. Taki zastaliśmy widok spalonego domu Krzysztofa Molskiego. Pożar wybuchł nad ranem 5 grudnia. W domu, oprócz rodziców, przebywało sześcioro dzieci. Zdarzenie miało miejsce na Kolonii Malewszczyzna w gminie Milejczyce. Gospodarstwa mieszkańców oddalone są od siebie o co najmniej 1 km. Wokół las, śnieg, osiem stopni mrozu.
Pożar wybuchł około godziny 4 nad ranem. Dom był drewniany, kryty eternitem. Płonął już dach, kiedy domownicy obudzili się. Na dwór wybiegli w tym, co mieli na sobie. Ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko. Nic się nie dało uratować. Dzieci schroniły się w stodole. Matka pobiegła do najbliższych sąsiadów po pomoc. Pobudziła domowników. Ci z przerażeniem spojrzeli na przestraszoną kobietę. Odblask pożaru przekonał ich o rodzącej się tragedii. Straż pożarną powiadomiono o 4.41. Niestety, niewiele udało się ugasić. Prawie cały budynek doszczętnie spłonął. Na widok wystraszonych i zziębniętych dzieci, które nie miały na sobie ciepłej odzieży, strażacy oddawali im swoje kurtki. Tym, które potrzebowały, również buty. Wkrótce dzieci przewieziono do ZOL w Bacikach. Rodzice ich nie mogli patrzeć na pogorzelisko. Sąsiedzi zabrali ich do siebie. Płacz i lament. I to nie tylko ze strony poszkodowanych. Ci, co mieszkali najbliżej i dobrze znali rodzinę, również byli wstrząśnięci rozmiarem tragedii. Zaoferowali każdą pomoc, jaka tylko będzie możliwa z ich strony. Bo ta będzie akurat teraz potrzebna najbardziej.
Najważniejsze są dzieci
- Około godziny 6 nad ranem - mówi Janusz Bąk, dyrektor Zakładu Opiekuńczo - Leczniczego w Bacikach Średnich - otrzymałem telefon. Spytano mnie, czy mogę przyjąć do zakładu szóstkę dzieci. Opisano mi całą sytuację. Tragedia. Najważniejsze były te dzieci. Nie mogłem się nie zgodzić. Zaoferowałem pomoc
- W jakim wieku są dzieci?
- Najstarsze uczęszcza do III klasy gimnazjum, najmłodsze do I klasy podstawówki. Wszystkie dzieci były przestraszone, przygnębione, zniechęcone. Obecnie jesteśmy w trakcie załatwiania spraw związanych z ich pobytem w zakładzie. Należy przewidywać, że pobyt tych dzieci u nas będzie długi. Podejrzewam, że będą mogły przebywać tyle czasu, przez ile będzie potrzeba. Koszty wyżywienia tych dzieci pokrywa Caritas Diecezji Drohiczyńskiej. Dzieci w wieku szkoły podstawowej będą uczyły się u nas, zaś te starsze bedą dojeżdżały wraz z innymi do gimnazjum w Siemiatyczach. Pomoc w postaci zapewnienia tym dzieciom nauki oraz wszelka inna, zapewniana jest również przy udziale innych organów. Mamy już odzież, brakuje tylko podręczników oraz innych przyborów szkolnych, które będziemy musieli zdobyć jak najszybciej. Poza tym jest jeszcze trójka dzieci, które uczą się w Białymstoku. Najstarsza córka studiuje. Możemy również zorganizować tej rodzinie najbliższe święta, będą mogli przyjechać rodzice i starsze rodzeństwo.
Gdzie będą mieszkać?
- Po otrzymaniu tej wiadomości - mówi Mikołaj Sołyszko, wójt gminy Milejczyce - od razu udałem się na miejsce zdarzenia. Strasznie to wyglądało. Po prostu tragedia. Najważniejsze, że nikomu nic nie stało się i dzieci są bezpieczne. Rodzice najprawdopodobniej w najbliższych dniach przebywać będą u swoich znajomych w Nowosiółkach, może w Milejczycach. Przecież nikt teraz takiej pomocy nie odmówi.
- Na jaką pomoc może liczyć rodzina ze strony gminy?
- Na każdą. Oczywiście w miarę możliwości oraz posiadanych środków. Przede wszystkim mogą liczyć na pomoc w postaci sprzętu domowego, wyposażenia mieszkania. Mamy trochę mebli, kuchenkę gazową, wykładziny. To wszystko czeka na tę rodzinę i będzie do ich dyspozycji. Wygospodarujemy również środki finansowe z przeznaczeniem na bieżące wydatki i życie. Poza tym proponujemy miejsce kolejnego zamieszkania, bo jest taka możliwość w jednym z pustych domów w Kleszczelach. W każdej chwili rodzina może tam przenieść się. Pomożemy również w dostarczeniu tego całego sprzętu, o którym wspominałem. Niestety, nie wiem jak rozstrzygnie się sprawa z miejscem zamieszkania tej rodziny, ale dom w Kleszczelach byłby przynajmniej okresowym rozwiązaniem tego problemu. Oni sami muszą zadecydować. Niezależnie od ich decyzji, mogą liczyć na naszą pomoc.
Pomoc społeczna nie od dziś
- Czy rodzina Molskich korzystała dotychczas z jakiejkolwiek pomocy?
- Obejmowaliśmy ich swoją pomocą - mówi Walentyna Błaszczuk, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Milejczycach - GOPS był u nich zawsze, kiedy zachodziła taka potrzeba. Dzieci miały opłacone obiady w szkole, te starsze internat w Białymstoku. Rodzina korzystała z zasiłków okresowych. Teraz pomoc będzie im potrzebna jeszcze bardziej i na taką również mogą liczyć.
Sąsiedzi pomogą
- Był dom i nie ma domu - mówią okoliczni sąsiedzi - Co tu dużo mówić. Byliśmy tam zaraz po wszystkim. Oj, strasznie to wygląda. Ale w biedzie trzeba pomagać. W każdej chwili weźmiemy wszystkich do siebie. A i dobytek został. Jak trzeba będzie to i dobytek zabierzemy i przechowamy u siebie. A jak będą się odbudowywać, to przy pracy pomożemy. Ale najgorzej, że zima. Mróz trzyma i dlatego ciężko będzie im teraz pozbierać się.
Pytamy o rozwieszoną na sznurkach odzież.
- Pani Molska w dzień pranie robiła. Na noc nie pościągała. Jakby coś przeczuwała. Bo i to razem spaliłoby się z resztą.
Dzień po tragedii
W dzień po tragedii kilka osób przez cały czas kręciło się na terenie gospodarstwa poszkodowanych. Sąsiedzi, znajomi, rodzina - oni już zaczęli pomagać. Cały czas coś dowożą, proponują, doradzają. Gospodarza zastaliśmy przy pogorzelisku w momencie, kiedy sąsiedzi przywieźli wodę dla dobytku. Krowa, koń, trochę świń, kozy, kury - to ocalało w sąsiedniej oborze.
- Studnia głębinowa, pompa na prąd - wyjaśniają wszyscy jednocześnie - a prądu teraz nie ma, więc wody nie ma jak wyciągnąć. Jak właściciel zdecyduje, to będziemy dowozić. Przecież dobytku nie można zostawić. To samo mogło spotkać każdego z nas.
- Albo od komina się zajęło, albo zwarcie elektryczne - mówi Krzysztof Molski - Tylko te dwie przyczyny pożaru wydają się najbardziej możliwe. Jak się obudziliśmy, to cały sufit trzeszczał. Dach był zajęty ogniem, strych też. Żeby nie żona, to pewnie wszyscy spalilibyśmy się żywcem. Żona pierwsza coś usłyszała. Później mówiła, że słyszała jakby ktoś po górze chodził i szurał. Jak się zerwałem z łóżka, tak wybiegłem. Nawet cokolwiek ratować nie było kiedy. O, widzisz pan. Jeden but taki, drugi inny. Bez skarpet, w podkoszulce wybiegłem. I zaraz po dzieci. One też niewiele zdążyły złapać. Chyba tylko jedno kurtkę zabrało. Dzieci wyprowadziłem, ale nie było możliwości ratowania czegokolwiek. Zdążyłem tylko butlę z gazem wynieść, bo by wybuchło. Syn za mną wbiegł, zakręciłem butlę, a on przewód przeciął. Żona boso po śniegu do sąsiadów pobiegła przez las, prawie kilometr. Goły i bosy człowiek został.
/Cezary Klimaszewski/
Copyright © Agencja Informacyjna Głos sc