AKTUALNOŚCI Z MIASTA I POWIATU |
NEWS OF THE CITY AND OF THE REGION |
NOUVELLES DE LA VILLE ET DE LA REGION |
TYGODNIK - ostatnia aktualizacja - 23.03.2006
PKS - nowy dyrektor z PiS-u
Od 1 marca nowym dyrektorem siemiatyckiego PKS jest Zenon Żukowski. Wiceprzewodniczący Rady Powiatu Białostockiego. 3 marca był trzecim dniem urzędowania i czasem na rozmowę z "Głosem Siemiatycz".
- Proszę o przedstawienie się naszym Czytelnikom.
- Nazywam się Zenon Żukowski. Żonaty, dwoje dzieci. Pochodzę z Białegostoku. Pracowałem 24 lata w transporcie zorganizowanym, więc doświadczenie w tym temacie posiadam. Poza tym lubię bardzo samochody. Nie wiem, czy to jest najważniejsze, ale należę także do PiS.
- Co skłoniło pana do tego, aby zostać dyrektorem tutejszego PKS?
- Po pierwsze, to dostałem od wojewody propozycję, żeby zająć się tą pracą. Po kilku ofertach pracy tutaj, gdzie było paru kandydatów miejscowych, którzy nie zgodzili się pełnić tej funkcji, aby przerwać tę niezdrową sytuację, wojewoda zdecydował się na zmianę taką, jaka jest teraz. Zaproponował mi tę pracę, a ja ją przyjąłem.
- Czy znana była panu kondycja firmy i stan jaki jest w chwili obecnej?
- Tak. Przez to moja decyzja była łatwiejsza, dlatego że PKS Siemiatycze jest dobrą firmą. Fakt, że nie ma zysków, jednak kondycja finansowa jest dobra. Jeżeli chodzi o obecną sytuację tutaj, to zastałem olbrzymi konflikt. On aż buchał, ale szerzej nie chcę na razie o tym mówić. Wczoraj spotkałem się ze związkowcami, aby omówić wzajemne relacje międzyludzkie. Ja w każdym razie poważnie traktuję związki zawodowe i chcę, aby one tak samo mnie traktowały. Jak się okazuje, problemów przedstawionych przez związkowców jest mnóstwo, jednak nie wszystkie są problemami rzeczywistymi. Stosuję tutaj jasną sytuację, nie tworzę polityki poza czyimiś plecami. Chcę dobra firmy i dobrej współpracy. Doszliśmy wspólnie do wniosku, że ten kierunek będziemy realizować.
- Czy już były jakieś pierwsze zmiany personalne bądź organizacyjne?
- Pierwszego dnia musiałem podjąć decyzję o zwolnieniu jednego z pracowników, ale to wynikało z nawarstwionej sytuacji, która tu istniała. Musiałem to przeciąć. Przekazałem wszystkim pracownikom i związkowcom, że żadne anonimy nie będą czytane i rozpatrywane. Jeżeli ktoś ma mówić o czymś otwarcie, to moje drzwi są i będą otwarte na każde rozmowy, nawet osobiste. Na razie nie przewiduję żadnych rewolucji, zamierzam się przyjrzeć. Pewne ruchy będą musiały być, ale wszystko na spokojnie muszę rozważyć. Nie podejmuję nigdy decyzji, co do których miałbym później wątpliwości.
- Czy przewidywana jest prywatyzacja zakładu?
- Z całą pewnością, w jakimś na razie nieokreślonym czasie, ta prywatyzacja nastąpi. Na pewno nie będzie to na zasadzie, że coś będzie narzucone. Jeżeli wspólnie wypracujemy dobry kierunek i wspólnie zgodzimy się na to, ta prywatyzacja może nastąpić bardzo szybko. Jeżeli będziemy dobrze pracować, to warto, aby pracownicy wzięli tę firmę.
- Czy w najbliższym czasie nie przewiduje pan zmniejszenia ilości kursów autobusów PKS?
- Każda działalność, która przynosi firmie zysk, będzie traktowana poważnie. Nie zamierzam iść w kierunku zamykania linii, bo przecież priorytetowym zadaniem PKS jest obsługa pasażerów.
- PKS za pięć lat?
- Myślę, że będzie firmą wiodącą, wizytówką tego terenu.
-Dziękuję za rozmowę.
Jacek Piotrowski, fot. JP
Dziadkowice
Inwestycje w gospodarstwach
22 lutego pracownicy ARiMR-u oraz Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Siemiatyczach zakończyli cykl szkoleń dla rolników na temat budowy płyt i zbiorników na gnojowicę. Ostatnie spotkanie odbyło się w Dziadkowicach.
Z gminy Dziadkowice do Biura Powiatowego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Siemiatyczach wpłynęło 31 wniosków na budowę płyt i zbiorników do przechowywania gnojowicy. Wszystkie zostały załatwione pozytywnie.
Szkolenie dla rolników z tej gminy, mające na celu przybliżenie warunków i zasad budowy płyt i zbiorników na gnojowicę w ramach unijnego programu "Dostosowanie gospodarstw do standardów Unii Europejskiej", zorganizowane 22 lutego w GOK w Dziadkowicach prowadzili: powiatowy doradca z ODR Kazimierz Trojanowski i Józef Olszewski z ARiMR-u.
Gdzie iść po dokumenty?
Co trzeba zrobić? Jakie poczynić kroki, aby wybudować w swoim gospodarstwie płytę lub zbiornik?
Zgłoszenie musi zawierać: rodzaj, zakres i termin wykonania robót oraz dokument stwierdzający prawo do dysponowania nieruchomością na cele budowlane.
W przypadku zbiornika o pojemności powyżej 25 m3 należy złożyć wniosek o ustalenie warunków zabudowy i zagospodarowania przestrzennego terenu. Wniosek powinien zawierać: wyrys geodezyjny, wykaz właścicieli działek sąsiednich, wyrys z rejestru gruntów, projekt - sposób i funkcję zagospodarowania terenu oraz charakterystykę zabudowy, określenie zapotrzebowania na wodę, energię i innych potrzeb w zakresie infrastruktury technicznej, parametry techniczne inwestycji, dane o wpływie na środowisko.
Po uzyskaniu decyzji o warunkach zabudowy należy: uzyskać wykonany przez geodetę podkład sytuacyjno - wysokościowy do celów projektowych w skali 1:500, zlecić osobie uprawnionej wykonanie planu zagospodarowania przestrzennego działki i projektu budowlanego, uzgodnić plan zagospodarowania działki w jednostkach wyszczególnionych w decyzji.
Po powyższych formalnościach należy złożyć w starostwie w Siemiatyczach wniosek o wydanie decyzji o pozwolenie na budowę. Do wniosku należy dołączyć: ważną decyzję o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu, 2 lub 3 egzemplarze uzgodnione planu zagospodarowania i projektu planowanego obiektu, wykaz właścicieli sąsiednich działek, kopię uprawnień projektanta planu zagospodarowania i autora projektu budowy, dokument potwierdzający prawo do gruntu.
Pytania rolników
- Jaki brać beton?
- Musi to być beton odpowiedniej klasy. To będzie uwzględnione w projekcie. Projektant musi się na tym znać i on to uwzględni. Bierze za to pieniądze. Jeśli później wynikną jakieś awarie, a całość będzie wybudowana zgodnie z planem, to za awarie będzie odpowiadał projektant.
- Jaka powinna być norma betonu?
- To określa kierownik budowy. On wie, jakie normy powinny spełniać materiały wykorzystywane do budowy, kiedy i gdzie kłaść beton b - 10, a kiedy beton b - 20.
- Ile brać żwiru, betonu, podsypki?
- To wszystko uwzględni projektant. On się na tym zna. Wszystko będzie rozpisane w dzienniku budowy.
- Czy można płytę wybudować na szambie?
- Oczywiście. Wtedy nawet nie zawsze wymagana będzie studzienka odpływowa.
Zgodnie z ustawą
Skąd konieczność budowania w tym i w przyszłym roku płyt i zbiorników? Wynika to z ustawy z dnia 18 lipca 2001 r. Prawo wodne. Artykuł 18: "Nawozy naturalne w postaci stałej powinny być przechowywane w pomieszczeniach inwentarskich lub na nieprzepuszczalnych płytach, zabezpieczonych przed przenikaniem wycieku do gruntu oraz posiadających instalację odprowadzającą wyciek do szczelnych zbiorników. Nawóz naturalny w postaci płynnej należy przechowywać wyłącznie w szczelnych zbiornikach o pojemności umożliwiającej gromadzenie co najmniej miesięcznej produkcji tego nawozu (6 miesięcy na obszarach szczególnie narażonych)."
Przepis ten wchodzi w życie z dniem 25 października 2008 roku.
CK, fot. CK
Grodzisk
Budżet, plany i inne sprawy
Być może już w tym roku powstanie w Grodzisku nowy skwer. W planach gmina ma też kilka innych inwestycji, również drogowych. Ich realizacja będzie jednak zależała od środków pozyskanych z zewnątrz.
Drogi, parki i świetlica
Na bieżące utrzymanie dróg gmina zaplanowała 642.000 zł. Na dofinansowanie remontów dróg są złożone wnioski do ZPORR. Prawdopodobnie wyremontowana zostanie też droga rolnicza na odcinku Kosianka Stara - Kosianka Leśna - Kosianka Boruty w ramach rekultywacji gruntów. Na przyszły rok gmina szykuje 7 wniosków na drogi gminne.
W ramach programu "Odnowa wsi" gmina chce w tym roku wyremontować świetlicę i przebudować park w Grodzisku.
- Chcemy przywrócić park do pierwotnego stanu. Z tą różnicą, że alejki byłyby wyłożone kostką, a nie wysypane żwirem. Poza tym ławki, zieleń - miejsce na spacer i odpoczynek. Jeśli wnioski w ramach programu "Odnowa wsi" nie przejdą, zabezpieczone na te cele środki przeznaczymy na drogi - dodaje wójt.
Gmina złożyła też wniosek do PFRON na zakup 9-osobowego busa, przystosowanego do przewozu osób niepełnosprawnych. Jednym z większych wydatków będzie przygotowanie dokumentacji na centralne ogrzewanie przy szkole w Grodzisku. 200.000 zł trzeba będzie spłacić do Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska, jako cześć pożyczki wykorzystanej wcześniej na budowę oczyszczalni ścieków w Grodzisku.
W tym roku wydatki na gminną oświatę wyniosą ok. 3.500.000 zł. Subwencja oświatowa wyniosła 2.854.000 zł. Czy dzieci ubywa?
- Tak. Mam już zestawienia ludności w naszej gminie z kilku ubiegłych lat. Dane te pokazują, że urodzeń jest coraz mniej - kontynuuje wójt Tymiński.
Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska umorzył część pożyczki. Środki, które miały być przeznaczone właśnie na tę spłatę,, muszą zostać wykorzystane na ochronę środowiska w gminie. Będzie to kontynuacja segregacji odpadów. Co roku akcję sprowadzi szkolna młodzież.
W tym roku gmina planuje zorganizować uroczystość "Złotych godów", ale nie tylko dla tych mieszkańców gminy, którzy w tym roku obchodzą ten jubileusz, ale również i dla tych, którzy niedawno ją obchodzili lub będą obchodzić. Jest już takich 57 par.
Kilka pytań do wójta
- Podobno bardzo dobrze rozeszła się książka o Grodzisku, autorstwa pana Tomasza Jaszczołta?
- Tak. Staramy się już o nowe wydanie. Chcemy w nie wpleść kilka nowych pomysłów i wątków. Mamy już zebrany materiał. Ale nigdy takich materiałów za dużo. Dlatego, jeśli ktoś z mieszkańców naszej gminy posiada jakieś ciekawe materiały, zdjęcia i informacje dotyczące historii naszej gminy, prosimy o kontakt.
- Ubiegłoroczna zbiórka na szpital w gminy Grodzisk to 5.288,79 zł. Czy w tym roku zbiórka będzie prowadzona?
- Oczywiście. Tak jak przed rokiem, poprzez sołtysów, zbiórka będzie trwała we wszystkich wsiach. Mam nadzieję, że nasze społeczeństwo ponownie okaże się hojne.
- Jakie będą tegoroczne imprezy? Czy będzie kontynuowany piłkarski puchar wójta?
- Puchar wójta ma swoją tradycję i będzie trwał. Poza tym szykujemy coś większego na Dzień dziecka, ale za wcześnie na szczegóły.
- Zaniedbany jest przystanek autobusowy w Makarkach. Między innymi brakuje części tylnej ścianki.
- Dwa, trzy lata temu przystanki były malowane. Jeden przystanek kupiliśmy, znajduje się w Grodzisku. Odnośnie tego w Makarkach, zreperujemy. Są na to środki. Wiem, że ładne przystanki są na terenie gminy Milejczyce. Dobre na wzór.
CK, fot. CK
Odszkodowanie za dziury
Po każdej zimie na naszych drogach pojawiają się nowe dziury. Kierowcy muszą szczególnie uważać właśnie teraz, kiedy śnieg się rozpuszcza i tworzą się kałuże, które przykrywają nowe ubytki w asfalcie. A ubytki powstają na skutek mrozów oraz zaniedbań zarządców dróg. Jeśli w wyniku spotkania z taką dziurą uszkodzimy auto, a dziura jest zaniedbaniem właściciela drogi, mamy prawo ubiegać się od niego o odszkodowanie.
Wielu zarządców dróg zawiera ubezpieczenia, które mają zabezpieczyć ich przed wypłatą odszkodowań za zdarzenia powstałe w wyniku zaniedbań we właściwym utrzymaniu dróg. Ale o odszkodowanie za uszkodzony samochód z powodu złego stanu dróg czy też złego oznakowania przeszkody możemy się ubiegać niezależnie od tego, czy zarządca zawarł odpowiednie ubezpieczenie, czy też nie.
Która dziura czyja?
Właściciel uszkodzonego samochodu musi jednak wiedzieć, jaką drogą jechał. Zarządcą drogi jest organ administracji rządowej lub jednostki samorządu terytorialnego, który prowadzi sprawy dotyczące planowania, budowy, przebudowy, remontu, utrzymania i ochrony dróg. W zależności od tego, do jakiej kategorii należy droga, zarządcami dróg są: dyrektor Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad - dla dróg krajowych, zarząd województwa - dla dróg wojewódzkich, zarząd powiatu - dla dróg powiatowych. Wójt, burmistrz lub prezydent miasta - dla dróg gminnych. Kategoria drogi ustalana jest ze względu na funkcję, jaką ona pełni w sieci drogowej. Do tej samej kategorii co poszczególne drogi należą również ulice leżące w ciągu tych dróg. Zarządca danej drogi ma obowiązki, należy do nich m.in. utrzymywanie jej nawierzchni, przeprowadzanie okresowych kontroli stanu dróg, wykonywanie robót zabezpieczających i utrzymujących drogę w należytym stanie, przeciwdziałanie niszczeniu drogi przez użytkowników. Utrzymanie nawierzchni drogi polega na wykonywaniu robót konserwacyjnych, porządkowych i innych, które zmierzają do zwiększenia bezpieczeństwa i wygody ruchu. Należy do nich również odśnieżanie oraz zwalczanie śliskości zimowej. Właścicielem dróg krajowych jest Skarb Państwa, a dróg wojewódzkich, powiatowych i gminnych - właściwy samorząd województwa, powiatu lub gminy. Przypomnijmy, po jakich drogach i do kogo należących poruszamy się w powiecie siemiatyckim. Jeśli chodzi o drogi w ciągu dróg krajowych nr 19 (w Siemiatyczach są to ulice: Ciechanowiecka, pl. Jana Pawła II, 11 Listopada i droga odc. Weska w kierunku Drohiczyna) to za nie odpowiada Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad Oddział w Białymstoku Rejon w Bielsku Podlaskim. Za ulice w ciągu dróg wojewódzkich (w Siemiatyczach są to ulice: Grodzieńska, Górna, Weska w kierunku Adamowa oraz odcinek drogi od nadleśnictwa w kierunku Ciechanowca) odpowiada Podlaski Zarząd Dróg Wojewódzkich w Białymstoku Rejon Dróg Wojewódzkich w Siemiatyczach. Powiatowy Zarząd Dróg w Siemiatyczach oprócz dróg powiatowych odpowiada za siemiatyckie ulice: Drohiczyńską, Kilińskiego, 3 Maja, Głowackiego, Słowiczyńską, Wysoką, Kościuszki i Armii Krajowej. Pozostałe ulice lokalne miejskie są utrzymywane przez Urząd Miasta Siemiatycze. Za drogi, które nie należą do dróg GDDKiA, PZDW czy PZD odpowiadają wójtowie konkretnych gmin, w przypadku Drohiczyna - burmistrz miasta i gminy Drohiczyn. I to do wymienionych powinniśmy się zgłaszać, gdy przytrafi nam się niemiła przygoda na drodze.
Dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg w Siemiatyczach, Henryk Czmut, twierdzi, że drogi powiatowe są ubezpieczone w PZU, a z ewentualnym wnioskiem o odszkodowanie kierowca uszkodzonego auta powinien zgłosić się do biura PZD.
- Kierowca powinien opisać całą sytuację. Wskazane są zdjęcia dokumentujące zdarzenie, podobnie jak protokół policyjny. Trudno powiedzieć, jak długo postępowanie będzie trwać - jest to kwestia sprawdzenia wszystkich okoliczności, zweryfikowania danych. Jeśli dane są rzetelne i nie ma wątpliwości co do istoty rzeczy, cała sprawa nie trwa długo.
Dyrektor Czmut powiedział też, że w ubiegłym roku mieli taki przypadek zgłoszenia szkody powstałej poprzez dziurę w jezdni (uszkodzenie felgi).
- Obecny okres jest najtrudniejszy. Taka pora. Topnieją śniegi, dziury są niewidoczne i przykryte wodą, trudno je sensownie remontować.
Wójt gminy Grodzisk, Antoni Tymiński, zażartował, że jeśli chodzi o drogi gminne, wszyscy wiedzą, jak trzeba jeździć, bo znają wszystkie dziury:
- Ale na poważnie - taki kierowca powinien się do nas od razu zgłosić, do mnie albo do pana Bogdana Piotrowskiego, który jest odpowiedzialny za drogi. Jak najszybciej a nie po tygodniu. Zaraz wyślę tam pracownika, by sprawdził, co tam jest - wyrwa czy zalegający śnieg. Do tej pory nie mieliśmy takich wniosków i nie jesteśmy ubezpieczeni od tego typu zdarzeń. Gdyby tak się zdarzyło, że ktoś zgłosiłby się po odszkodowanie, musielibyśmy starać się załatwić sprawę z własnych środków. Większość zgłoszeń uszkodzeń na drogach dotyczy dróg powiatowych biegnących na naszym terenie. My od razu im ( ZDP ) meldujemy, żeby coś z tym robili. A moje drogi gminne to przeważnie drogi żwirowe. Kierowcy powinni zachować odpowiednią prędkość, bo wiadomo, jak to na sypkim żwirze.
Pan Kosk z Urzędu Gminy Perlejewo również zaleca kierowcom zgłaszanie się do gminy:
- Z tego co wiem, drogi gminne Perlejewa nie są ubezpieczone. W sumie to nie zdarzały się nam jeszcze takie przypadki. A jeśli się zdarzą, to gmina ze środków własnych powinna bulić. Wszystko należy zgłosić do wójta, a on wewnętrznie załatwi sprawę. Na pewno do zdarzenia potrzebne są zeznania świadków, trzeba wezwać policję. Musi być dowód, by uznać winę.
W Milejczycach podobnie:
- Ubezpieczenia nie mamy. Wszystko sami prowadzimy. Do tej pory nikt nie zgłaszał nam takich zdarzeń, ale myślę, że w przyszłości takie wnioski będą - powiedziała pani Miłkowska z Urzędu Gminy Milejczyce. - Trzeba się zgłaszać do wójta. Drogownictwem niby ktoś się zajmuje, ale jakby co, to do wójta się trzeba zgłaszać.
Problem z uzyskaniem odszkodowania może być w gminie Siemiatycze. Pan Pierewoj, odpowiedzialny za stan dróg w gminie, stwierdził: "Przede wszystkim jest to pojazd ubezpieczony. Tak mi się wydaje, że kierowca powinien zgłaszać się do własnego ubezpieczyciela."
- Wiele czynników może wpływać na uszkodzenie auta, np. prędkość z jaką się jechało. A jeśli jest to ewidentna wina drogi? Analizując ten temat, musiałbym sprawdzić czy gmina jest ubezpieczenia, ale na pewno potrzebny byłby protokół spisany, jakie uszkodzenia.
- Takich dziur jest mnóstwo - powiedział pan Staniszewski z Urzędu Gminy Nurzec Stacja. - Dużo okoliczności na to wpływa: co się stało, jak się stało, czy na pewno na naszej drodze coś się stało. A co kierowca musi zrobić? Trudno tak od razu odpowiedzieć. Musielibyśmy mieć jakieś papiery, przeprowadzilibyśmy dochodzenie. Drogi mamy ubezpieczone, co roku ubezpieczamy.
- Prawdę mówiąc, nie bardzo potrafię powiedzieć, jaka jest procedura - przyznał się pan Gorochowicz z gminy Mielnik. - Drogi mamy ubezpieczone w PZU, ale jakie są tryby postępowania, to nie wiem.
Podobnie w Drohiczynie - nikt nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, do kogo w zarządzie miasta i gminy Drohiczyn ma się zwrócić kierowca auta uszkodzonego na drodze.
Zastępca kierownika rejonu GDDKiA, pan Włodzimierz Sołowiej, powiedział, że drogi krajowe rejonu Bielsk Podlaski ubezpieczone są w Warcie:
- Jeśli uszkodzenie auta nastąpi z winy zarządu drogi, to Warta wypłaca odszkodowanie. Trzeba zgłosić się do nas i wypełnić druk zgłoszenia szkody albo zgłosić się do najbliższej placówki Warty. W przypadku zdarzenia na pewno trzeba wezwać policję, aby mieć dowód szkody. W latach ubiegłych bywało sporo zgłoszeń z terenu zarządu w Bielsku, 2 lata temu było z 50 zgłoszeń. Ale ilu kierowców dostało odszkodowanie, nie wiem, bo Warta nie zawsze nas powiadamia, czy wypłaciła czy nie.
W imieniu Podlaskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich w Białymstoku wypowiedziała się pani Krystyna Doroszkiewicz:
- Należy napisać do nas podanie (ul. Elewatorska 6, Białystok), wskazując miejsce zdarzenia. U nas na drogach są takie pachołki, więc dobrze byłoby podać, jaki to jest kilometraż. Jeżeli ktoś ma dowód w postaci zdjęć, może je załączyć. Potrzebna jest notatka policyjna. Jeśli chodzi o zeznania świadków... Są to przeważnie osoby z rodziny, które przez ubezpieczyciela nie są uznawane za wiarygodne. W tym roku przetarg na ubezpieczenie dróg wygrała Hestia. Jest to nowy ubezpieczyciel, wiec trudno mi powiedzieć, jak długo trwa postępowanie. My staramy się przekazać dokumentację ubezpieczycielowi bardzo szybko.
- Koniecznie trzeba zadzwonić na policję - powiedział pan Radziszewski odpowiedzialny za ulice miejskie w Siemiatyczach. - Tak też zresztą uzgadnialiśmy z policją. Konieczne jest zdjęcie dziury lub tego miejsca, w którym doszło do uszkodzenia auta. Policja sporządza protokół, następnie trzeba złożyć dokumenty do własnego ubezpieczyciela (chodzi o ubezpieczenie AC), a ubezpieczyciel odbiera odszkodowanie od naszego ubezpieczyciela, czyli z Hestii.
A co na to najczęściej wybierany ubezpieczyciel, czyli PZU?
- Wydatki na naprawę samochodu, który uległ uszkodzeniu na dziurawej drodze, mogą zostać pokryte z ubezpieczenia autocasco właściciela pojazdu albo z ubezpieczenia OC właściciela (zarządcy) drogi - powiedział Jacek Brzeziński z PZU. - Natomiast, co ważne, każda szkoda - nawet ta spowodowana dziurą w powierzchni jezdni - zlikwidowana z AC właściciela pojazdu traktowana jest jako wypłata odszkodowania i powoduje utratę zniżki. Wprawdzie, gdy już po wypłacie odszkodowania właścicielowi uszkodzonego pojazdu, w toku postępowania likwidacyjnego okaże się, że winę za szkodę ponosi właściciel (zarządca) drogi, to wówczas ubezpieczyciel w postępowaniu regresowym występuje do niego o zwrot wypłaconej kwoty. Druga ważna sprawa - jeżeli ubezpieczyciel odzyska wypłacone z tego tytułu pieniądze, to wówczas przywróci właścicielowi samochodu jego wcześniejsze uprawnienia do zniżki za bezszkodowy przebieg ubezpieczenia AC sprzed dnia powstania szkody. Jednak ubezpieczycielowi nie zawsze udaje się uzyskać zwrot kwoty odszkodowania. Dlatego likwidacja szkody z AC, mimo że szybciej pozwala odzyskać pieniądze, grozi utratą zniżki i przez to przestaje być opłacalna dla właściciela samochodu. A wymagane dowody? Tak jak w standardowym zgłoszeniu szkody, ale w przypadku dochodzenia odszkodowania od zarządcy drogi, musimy mieć zaświadczenie, że rzeczywiście szkoda jest winą zarządcy drogi, na której szkoda powstała.
Jeżeli właściciel samochodu uszkodzonego na wyrwie w drodze nie odzyskał wydatków poniesionych na naprawę z autocasco swojego pojazdu albo z ubezpieczenia właściciela drogi, a nie chce likwidować szkody z AC swojego wozu, to ma prawo wystąpić przeciwko właścicielowi (albo zarządcy) drogi z roszczeniem do sądu. Pozew wnosi do wydziału cywilnego sądu rejonowego lub sądu okręgowego. O właściwości sądu decyduje wartość dochodzonego roszczenia. Jeżeli dochodzona w pozwie kwota przewyższa 75 tysięcy zł, to wówczas w pierwszej instancji sprawę rozpatruje sąd okręgowy.
Jak wynika z wypowiedzi zarządców dróg, którymi się poruszamy, jeśli chcemy dochodzić odszkodowania za uszkodzenie samochodu z powodu złego stanu drogi, musimy zgromadzić jak najwięcej dowodów potwierdzających zaistniałą szkodę i jej rozmiary. Konieczna jest notatka policyjna z miejsca zdarzenia, niezbyt wiarygodne mogą zaś okazać się oświadczenia świadków zdarzenia. Dobrze jest mieć ze sobą aparat fotograficzny, by móc na miejscu zrobić zdjęcie dziury, która uszkodziła nasze auto. Należy też dokładnie opisać zdarzenie, wręcz narysować szkic sytuacyjny (kierunek jazdy, miejsce uszkodzenia samochodu). Nie bez znaczenia będą też, dokumentujące poniesione koszty, rachunki za naprawę uszkodzonych części samochodu.
AK
Borysowszczyzna, gm. Nurzec Stacja
"Prałam śniegiem i lodem..."
W uchwale budżetowej gminy Nurzec Stacja na rok 2006 czytamy, że jednym z zadań inwestycyjnych przewidzianych do realizacji w roku bieżącym jest rozbudowa wodociągów we wsiach: Borysowszczyzna, Zabłocie, Sokóle, kolonia Zalesie, Moszczona Pańska. Postanowiliśmy sprawdzić, jak radzą sobie mieszkańcy jednej z tych miejscowości, jak wygląda ich życie bez stałego dostępu do wody.
Rozmawiam z sołtysem wsi Borysowszczyzna - panem Arturem Trochimiakiem.
- Jak wygląda dostęp do wody w waszej miejscowości?
- W naszej wsi są 22 gospodarstwa. Z tego w czterech gospodarstwach nie ma wody w ogóle, w trzech natomiast woda jest z ujęcia z gospodarstwa "Ekorol". Pierwsze starania o wybudowanie tego wodociągu podejmował jeszcze poprzedni sołtys w 1999 roku. Pierwszy jednak zapis o tej inwestycji, a dokładniej mówiąc, o wykonaniu dokumentacji na budowę wodociągu, pojawił się w projekcie budżetu dopiero w 2002 roku. Ale minął ten rok, pieniądze przeznaczone na ten cel z końcem roku poszły na coś innego, a dokumentacja nie została zrobiona. W 2003 roku przeznaczone było na wykonanie dokumentacji 15.000 zł, ale oczywiście znowu rok minął i sytuacja się powtórzyła. W budżecie roku 2004 przewidziano 45.000 zł na wykonanie dokumentacji budowy wodociągu, ale już nie w jednej wsi, a w kilku: Borysowszczyzna, Zabłocie, Sokóle, kol. Zalesie, Moszczona Pańska. W 2004 roku wykonano też część wtórników. Właściwa dokumentacja jednak wykonana została dopiero w 2005 roku. Teraz gmina stara się o zezwolenia. Tylko dokumentacja była robiona, a dopiero później ustalano, czy ludzie wyrażą zgodę na przejście przez działki. Jakoś to wszystko od tyłu jest robione. Nikt nie spotkał się z mieszkańcami na ogólnym zebraniu. Wszystkie sprawy związane z przejściami przez działki i z lokalizacją przyłączy załatwiane są w domu. Bieganie tylko, schodzi czas, ludzie nie mają możliwości wypowiedzenia własnego zdania na ten temat.
- Czy wstępnie podano do wiadomości mieszkańców, ile każdego z nich będzie kosztowało takie przyłącze?
- W sprawie wodociągu kontaktuję się w gminie z panem inspektorem Putko, który nie daje wiary moim słowom. Powiedziałem, że we wsi Biała Straż w gminie Kleszczele wodociąg był budowany w 2005 roku. Mieszkańcy nie płacili ani grosza. Usłyszałem w odpowiedzi, że to plotka. Nie sprawdził tej plotki, bo był po prostu za leniwy.
- Ale pan to sprawdził i jest pan pewien, że tak właśnie było?
- Tak jest. Na ostatniej sesji naszej rady gminy nawet jeden z radnych zapytał, czy mieszkańcy zostali poinformowani o jakiś wstępnych kosztach, które będą musieli ponieść w związku z tą budową. Padła odpowiedź, że pani wójt niczego nie podpisze. Nasza gmina jest bardzo zamknięta na informacje o tym, co się dzieje w sąsiednich gminach. Jak pozyskać jakieś pieniądze, by to wszystko jakoś rozkręcić, by próbować coś robić przy jak najmniejszym koszcie mieszkańców. Przykładowo chociażby ten wodociąg. Wiadomo, że jeśli odpłatność będzie wynosiła 500 zł, to tych chętnych będzie znacznie więcej aniżeli w sytuacji, gdyby miała ona wynosić 2.500 zł. Jeżeli ludzie wybili 10 studni głębinowych i ktoś zrobił to dwa lata temu, a teraz znowu miałby wydać kilka tysięcy złotych na przyłącze, to wiadomo, że on się z tym wstrzyma. Niestety, nikt nam jednak nie podał tej orientacyjnej sumy.
Dodam jeszcze, że nasza wieś o ten wodociąg walczy już bardzo długo, od czasu kiedy jeszcze inne wsie nawet nie chciały słyszeć o takim pomyśle. I może, gdyby budowa wodociągów w wymienionych miejscowościach nie została ujęta w jednym projekcie, już dawno mielibyśmy ten wodociąg. Jeśli gmina nie otrzyma dofinansowania, to pewnie i w tym roku nic nie zacznie się dziać. Owszem, wniosek o dofinansowanie został złożony, ale w tym projekcie ujęto też modernizację stacji uzdatniania wody, dlatego koszt całej inwestycji to przeszło 2.000.000 zł. A ja jestem pesymistą i coś mi się wydaje, że nic z tego nie będzie.
W statucie gminy jeden z punktów jasno określa jej zadania. Wyraźnie napisane jest, że zaopatrzenie w wodę powinno być realizowane w pierwszej kolejności, przed oczyszczalnią i innymi zadaniami. Ale nikt sobie z tego nic nie robi.
Sprawdziliśmy, jak z podstawowymi czynnościami radzą sobie ci mieszkańcy, którzy nie mają wody wcale. W jednym z gospodarstw usłyszeliśmy:
- Bardzo źle i ciężko żyje się bez wody. Już szósty rok nie mam wody w studni i muszę ją od sąsiadów nosić. Miałam krowę, ale musiałam ją sprzedać, bo nie dałam rady tyle tej wody nosić. I pranie, i gotowanie, i do tego jeszcze mam w domu niepełnosprawną osobę. Jak przed świętami trzeba zrobić nieco większe pranie, to i 10 wiader tej wody muszę nanosić od sąsiada. Tragedia. Jak latem ogród posieję i raz w tygodniu podleję, to jest dobrze.
W innym gospodarstwie, w którym mieszka sześcioosobowa rodzina, wody nie ma już blisko trzy lata.
- Przywozimy wodę sześćdziesięciolitrową bańką od sąsiada. A to jest spory kawałek. Zazwyczaj robi to szesnastoletnia córka, czasem mąż pomaga pchać sanki. A czasami topimy nawet śnieg i lód. Nawet prałam śniegiem i lodem. Dobrze, że mamy dobrego i życzliwego sąsiada. Zgłaszaliśmy problem do gminy, wysyłaliśmy kolejne pisma, ale nic to nie dało.
Gospodarz tego domu pokazał nam pismo, jakie otrzymał z gminy w listopadzie 2004 roku. Czytamy tam, że problem niedostatku wody we wsi Borysowszczyzna jest gminie znany od 1999 roku i wkrótce zostanie rozpoczęta budowa wodociągu w tej miejscowości, a jej zakończenie i oddanie do użytku planuje się w pierwszej połowie 2005 roku. Do czasu oddania wodociągu gmina łaskawie zezwala na zaopatrywanie się w wodę w nurzeckiej hydroforni lub z sieci wodociągowej sąsiedniej wsi (dodajmy, że oba punkty ewentualnego zaopatrzenia oddalone są o kilka kilometrów). Dla starszych osób to jest przeszkoda nie do pokonania.
Mieszkańcy wsi Borysowszczyzna wciąż czekają i wierzą, że kiedyś i oni wreszcie będą mieli swoja własną wodę, a takie widoki, jak na zdjęciu poniżej, przejdą do historii.
emi, fot. emi
Jak policzyć ciepło?
W listopadzie ubiegłego roku pisaliśmy o nowych podzielnikach ciepła montowanych na grzejnikach w mieszkaniach Spółdzielni Mieszkaniowej Lokatorsko - Własnościowej w Siemiatyczach. Jak wtedy powiedział Kazimierz Lubowicki, nowe podzielniki montowane były "po to, by ukrócić pretensje mieszkańców co do podzielników wyparkowych. (...) Elektroniczne podzielniki są dokładniejsze, niemożliwe do przestawienia. Dają możliwość sprawdzenia np. zużycia za ubiegły rok, aktualnej wartości zużycia. Dają też możliwość zaprogramowania daty odczytu - nawet kiedy mieszkańca nie ma w lokalu, podzielnik rejestruje odczyt na dzień odczytu, co też pozwoli uniknąć różnicy kosztów poprzez np. późniejszy odczyt, a zdarzało się, że w niektórych lokalach nie można było odczytać podzielników dwa tygodnie po terminie..."
Pod koniec sezonu grzewczego okazuje się, że pretensje mieszkańców nie zostały ukrócone. Zgłosili się do nas mieszkańcy bloków spółdzielni z pismem: "My, mieszkańcy bloków należących Spółdzielni Mieszkaniowej Lokatorsko-Własnościowej w Siemiatyczach, mamy co roku sporo zastrzeżeń do rozliczania nas z ciepła, z którego korzystamy w okresie grzewczym. Nie będziemy się zagłębiać w tajniki rozliczeń z lat poprzednich. Skupmy się na pomiernikach (przewspaniałych) zainstalowanych w tym roku na naszych kaloryferach. Okazuje się, że są bloki wybrane, w których mieszkają pracownicy oraz władze spółdzielni, np. prezes spółdzielni, i tam mają zainstalowane inne mierniki ciepła, które liczą mniej w porównaniu do mierników zainstalowanych w pozostałej większości bloków. Różnice w jednostkach zarejestrowanych na miernikach są bardzo duże. Za pośrednictwem "Głosu Siemiatycz" występujemy z apelem do mieszkańców spółdzielni o bliższe zainteresowanie się tą sprawą, aby udowodnić bardzo poważne nieprawidłowości w tym temacie".
W trakcie rozmowy nie kryli rozżalenia:
- Przygotowaliśmy się na "zimny chów", grzejniki pozakręcane, oszczędzać mieliśmy. Mieliśmy też nadzieję, że skoro mamy nowe dokładniejsze mierniki, to nie będzie niepotrzebnych odparowań, że licznik zacznie "bić", jak naprawdę będziemy to ciepło zużywać. A okazuje się, że to też zależy od bloku, w którym miernik jest zamontowany, a raczej od miernika, jaki jest zamontowany.
W listopadzie Kazimierz Lubowicki zapewniał, że firmy, które wygrały przetarg, "mają jednakowe podzielniki, jednakowe ceny". Mówił też, że w zależności od osiedla - na jednym są mierniki Techem, na innym Stein-Pol. Mieszkańcy, którzy przyszli do naszej redakcji, twierdzą, że w blokach, w których mieszkają pracownicy i prezes spółdzielni, również w bloku, w którym jest przychodnia NZOZ przy ul. 11 Listopada, zamontowane są takie, które mają wyższą temperaturę "rozruchu":
- Koleżanka mieszka w jednym z tych bloków - mówi jedna z kobiet. - Posiedziałam u niej chwilę i rozbierać się musiałam. Ma odkręcony grzejnik "na full", bo ma inny miernik ciepła. Grzejnik gorący, a wskaźnik nawet nie drgnął przez te kilka godzin, co u niej byłam. Nie wiem, może te podzielniki są jakieś inne, że później zaczynają reagować?
A Kazimierz Lubowicki w listopadzie zapewniał: "Naprawdę są precyzyjniejsze. Mają temperaturę startową, przy której się uruchamiają. Od czerwca do sierpnia (czyli sezon letni), aby uruchomił się podzielnik, potrzebna jest temperatura grzejnika powyżej 40 stopni, w sezonie grzewczym musi być 31 stopni, przy czym temperatura samego grzejnika musi być wyższa od 23 stopni".
- W przychodni też jest tak samo - dodaje druga mieszkanka. - Przecież tam nikt nie myśli o tym, by na noc przykręcić ogrzewanie. Oni się nie martwią, bo spółdzielnia zamontowała im taki miernik, który nie wykazuje dużego zużycia ciepła. My potem za wszystko zapłacimy, mając w swoich mieszkaniach zimno.
Żeby porównać podzielniki, skontaktowaliśmy się z przedstawicielami firm, które dostarczyły te podzielniki.
Jan Golonko z białostockiej firmy Markbud, która sprzedała spółdzielni mieszkaniowej podzielniki Techemu (podkreślając, że nie jest pracownikiem Techemu) powiedział, że podzielniki te uruchamiają się w okresie zimowym, gdy temperatura grzejnika jest wyższa od temperatury otoczenia o 4 stopnie lub więcej. Natomiast jeśli temperatura grzejnika jest równa lub mniejsza niż te 4 stopnie, podzielnik nie reaguje. - "Tak jest w okresie zimowym - powiedział Golonko. - Latem temperatura pomieszczenia musi przewyższyć 40 stopni, by podzielnik się uruchomił". Niestety, nie dowiedzieliśmy się, jaką ilość podzielników Techemu zakupiła spółdzielnia.
- To są tajemnice handlowe. Dostarczyliśmy taką ilość, by zapewnić opomiarowanie spółdzielni.
Pani Żukowska, kierownik działu technicznego w firmie Minol z Aleksandrowa Łódzkiego, która sprzedała spółdzielni podzielniki Stein-Pol potwierdziła informację, że te podzielniki są prawie identyczne jak Techemu:
- Są to podzielniki dwuczujnikowe i ruszają z różnicy temperatur mierzonej przez czujnik temperatury grzejnika i czujnik temperatury powietrza, która jest równa lub większa od 4 stopni. Może Techem ma inne algorytmy liczenia od naszych? Podzielniki mają zabezpieczenia w postaci plomb, ale każda próba manipulacji zostanie odnotowana w pamięci urządzenia. Jeśli ktoś chciałby zniwelować tę wymaganą różnicę temperatury mierzonej przez czujniki, podzielnik przełączy się w tryb pracy jednoczujnikowej i też będzie naliczał jednostki, chyba że ktoś zdemontuje cały grzejnik, razem z podzielnikiem.
Od kierowniczki działu technicznego Minolu dowiedzieliśmy się też, jak powinien być zamontowany podzielnik:
- Grzejnik "dzielimy" na cztery równe części, wówczas w jednej czwartej, licząc od góry, powinien znajdować się środek podzielnika. To jest określone normą i podzielnik powinien znajdować się zawsze na tej samej wysokości. Podzielniki mają też dwie skale: jednostkową i "produkt". Podzielniki z jednostkową skalą odnotowują ciepło oddawane przez grzejnik. Skala "produkt" różni się tym, że podzielnik ma wbite do pamięci współczynniki korekcyjne grzejnika i automatycznie wymnaża współczynnik grzejnikowy przez ilość nabitych jednostek. Nasze na pewno były dostarczone w skali jednostkowej - to gwarantuję. Nie było projektowania podzielników ze współczynnikiem korekcyjnym.
Pani Żukowska też nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie, ile podzielników Stein - Pol zakupiła spółdzielnia. Pozostaje tylko pytanie, dlaczego - skoro oba podzielniki są identyczne - zakupiono i jedne, i drugie. Czyżby któryś z nich "lepiej" liczył?
AK, fot. CK
Grzywny i więzienia
Ilość spraw w Sądzie Grodzkim w Siemiatyczach w tym roku może być o sto procent większa niż w roku 2002 i sięgnąć ok. 2.500.
O ubiegłorocznej pracy siemiatyckiego sądu i najczęściej rozstrzyganych sprawach rozmawiamy z sędzią Janem Kapelka - przewodniczącym wydziału.
- Czy nadal najliczniejszą grupą przestępstw są te z artykułu 178 a paragraf 1 i 2 Kodeksu karnego?
- Tak, nadal najczęściej rozpatrujemy przestępstwa określone tymi artykułami, a więc kierowanie pojazdem mechanicznym lub rowerem w stanie nietrzeźwości. W ubiegłym roku osądzonych zostało ogółem 243 sprawców tego typu czynów. Odejmując soboty, niedziele i święta, czyli dni, w których sąd nie pracuje, wychodzi jeden taki kierowca dziennie.
- Jakie sprawy znajdują się w drugiej kolejności?
- Są to przestępstwa określone w artykule 278 paragraf 1 Kodeksu karnego, czyli kradzieże. Osądziliśmy 47 takich osób w ubiegłym roku. Dalej są to: udział w bójce lub pobiciu, kradzież z włamaniem, kradzieże energii elektrycznej i drewna. Poza tym nadal występują sprawy dotyczące znęcania się nad osobą najbliższą. W 2005 r. osądziliśmy 10 takich osób. Należy zaznaczyć, iż w tutejszym wydziale rozpatrywane są sprawy o spowodowanie wypadku drogowego w stanie nietrzeźwości, w którym uczestnicy doznali obrażeń ciała trwających powyżej 7 dni. Prawomocnie osądzono 9 sprawców tego typu przestępstw.
- Jeszcze dwa lata temu tendencja w zakresie przestępstw była wzrostowa. Czy to się zmieniło?
- W stosunku do 2004 r. liczba przestępstw ogólnie zmniejszyła się o kilkadziesiąt spraw. Spory spadek zanotowaliśmy przede wszystkim w zakresie przestępstw z artykułu 178a paragraf 1 lub 2 Kodeksu karnego, czyli prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości. Dlaczego? Być może takich osób naprawdę jest mniej, a może działania prewencyjne policji odnoszą skutek. Jest natomiast tendencja wzrostowa, jeśli chodzi o kradzieże. Zdecydowanie jest ich więcej, na przykład kradzieży energii elektrycznej. Warto dodać, że ogólnie nadal dużo jest przestępstw popełnianych w stanie nietrzeźwości. Pomimo wzrostu ilości spraw dotyczących kradzieży, łączna ilość przestępstw jest nieco mniejsza.
- Jakie sprawy są najtrudniejsze?
- Dla mnie osobiście najtrudniejsze są sprawy prywatno - skargowe. W ubiegłym roku wpłynęło takich 32. Część jeszcze nie jest zakończona. Najczęściej chodzi tu o znieważenie, czyli wyzywanie kogoś słowami wulgarnymi i powszechnie uznawanymi za obelżywe. Drugą kategorią są sprawy związane z uszkodzeniem ciała poniżej 7 dni, następnie naruszenie nietykalności. Również trudne do rozstrzygania są sprawy związane ze znęcaniem się nad osobami najbliższymi, ponieważ osoby pokrzywdzone najczęściej decydują się na skierowanie takiej sprawy do prokuratury, a do sądu dopiero wtedy, kiedy ich sytuacja staje się już trudna, a przejawy znęcania mają drastyczne formy. Pokrzywdzeni niechętnie o tym rozmawiają. Trzeba wtedy dołożyć dużej staranności, aby uzyskać wystarczający materiał dowodowy.
- A wykroczenia?
- Tak. Było ich w ubiegłym roku o 17 więcej niż w roku 2004. Wzrost jest niewielki, ale ogólnie wpływa ponad 500 wykroczeń rocznie. Najczęstsze kategorie to: naruszenie porządku, w większości też pod wpływem alkoholu, spowodowanie kolizji drogowej, również w stanie nietrzeźwości, nieposiadanie uprawnień do kierowania pojazdami, kradzieże i zniszczenie mienia. Trzeba dodać, że znaczna część wykroczeń nie trafia do sądu. Rozstrzygnięcie następuje w formie mandatu karnego i wtedy sąd nie ma konieczności rozpatrywania takich spraw. Mimo to tendencja, jeśli chodzi o wykroczenia, nadal jest wzrostowa. W tym roku wpłynęły już 73 sprawy o wykroczenia. Nie wiem, czemu ilość takich spraw rośnie. Być może istnieje przekonanie, że są to błahe czyny, więc można je popełniać? Jest to jednak fałszywe pojmowanie norm prawnych, gdyż czasem z drobnych rzeczy rodzą się poważne przestępstwa.
- Nie ulega wątpliwości, że na sali sądowej u oskarżonych lub świadków często górę biorą emocje. Jakie nieracjonalne zachowania spotyka się najczęściej?
- Często ludzie krzyczą i płaczą. Mieliśmy taką sytuację, w której oskarżony zemdlał. Chyba dwukrotnie wzywaliśmy karetkę pogotowia - raz do oskarżonego, raz do świadka. Jedna osoba zaczęła uskarżać się na bóle w klatce piersiowej, a stawiła się na posiedzenie w przedmiocie zarządzenia zamiany kary ograniczenia wolności na zastępczą karę pozbawienia wolności. Zdarzają się osoby, które przychodzą nietrzeźwe. Stosujemy wtedy kary, najczęściej grzywny. Ale za ciężkie naruszenie powagi bądź obrazę sądu, czyli na przykład za to, że taka osoba była nietrzeźwa, zastosowaliśmy też karę umieszczenia w zakładzie karnym. Podczas jednej ze spraw, po wyjściu z sali rozpraw, kobiety, mówiąc delikatnie, solidnie pokłóciły się i doszło do rękoczynów. Zdarzają się na sali rozpraw między stronami wyzwiska i kłótnie. Tego typu zachowania sąd szybko "temperuje", ale regułą jest jednak to, że najczęściej oskarżeni zachowują się spokojnie. Owszem, zdarza się pewien odsetek oskarżonych, którzy nie potrafią panować nad swoimi emocjami, w szczególności w sytuacjach, kiedy strona bądź świadek wypowiada twierdzenia, którym oni są przeciwni. Wtedy zauważamy nawet zachowania agresywne wobec takiej osoby - jest to typowy wybuch emocji. Dotyczy to głównie spraw o mniejszym ciężarze gatunkowym. Kiedy mamy do czynienia z poważnymi przestępstwami, z reguły zachowywany jest spokój.
- Ile osób w ubiegłym roku sąd odesłał do Hajnówki?
- Karę pozbawienia wolności, zastępczą karę pozbawiania wolności, karę aresztu i zastępczą karę aresztu orzekliśmy wobec 130 osób. Najczęściej osoby te zostały skierowane właśnie do Aresztu Śledczego w Hajnówce, bo ten areszt jest dla naszego powiatu właściwy miejscowo. Natomiast osądzone osoby spoza naszego powiatu, bo przecież i takie sądziliśmy, są odsyłane do właściwych miejscowo aresztów śledczych czy zakładów karnych ze względu na miejsce ich zamieszkania. Tendencja odsyłania do więzienia jest stale rosnąca. W 2002 r. było 7 takich osób, w 2003 r. - 33, 2004 r. - 81, a w 2005 r. -aż 130.
- Dziękuję za rozmowę.
CK, fot. CK
Żery Pilaki, gm. Grodzisk
Konie pana Moczulskiego
"Koń to przeżytek" - mówił Kargul w słynnym polskim filmie. Faktycznie, jakiś czas temu moda na hodowlę koni zanikła, będąc wypieraną przez rolniczą "mechanizację". Jednak powróciła i wygląda na to, że z co najmniej zdwojoną siłą, bo teraz hodowców koni przybywa i rosną w siłę. Pan Stanisław Moczulski, mieszkaniec wsi Żery Pilaki w gminie Grodzisk, konie trzyma już ponad 20 lat. Jest jednym z największych hodowców tych zwierząt w naszym powiecie. Z dumą podkreśla, że koń to absolutnie jeszcze nie przeżytek.
Z panem Stanisławem rozmawiamy o jego koniach, hodowli i wystawach.
- Od kiedy zaczęła się pana przygoda, a może pasja, z końmi?
- Całość przejąłem po ojcu i stryju. I gospodarstwo i zamiłowanie do koni. To było jakieś dwadzieścia lat temu. Ale wtedy był taki okres, że konie były wpierane przez traktory. Udało się to przetrwać i teraz znowu mamy modę na konie. Wprawdzie już nie służą do pracy na roli, tylko do celów hodowlanych, na sprzedaż, do agroturystyki. Ale wracając do początków mojej hodowli, pierwszy zakup to był ogier. Drugi też, ale kupiony na naszym terenie - w Smorczewie. Teraz mam 21 koni.
- Jak to wszystko się "rozrosło" przez te lata?
- Głównie w wyniku własnego rozrodu. Systematycznie koni przybywało. Jak człowiek już w tym trochę posiedzi, to podejmuje różne decyzje i ruchy.
- Jak wyhodować dobrego konia?
- Teraz konie są z papierami, czyli muszą posiadać odpowiednią dokumentację. Podstawa to dobrzy rodzice. Wtedy koń będzie równie solidnej budowy, postawy. Będzie miał warunki do tego, żeby, jeśli rodzice mieli wyróżnienia na wystawach, osiągnąć podobne. Dobre geny robią w tym przypadku najwięcej.
- Czy każdy pana koń posiada imię?
- Tak. Imiona wszystkich koni zapisane są w dokumentacji. Czasami sami je wymyślamy, czasami ktoś podpowie. Jednak nie wszystkie nazywamy tak, jak jest to zapisane. Często bowiem w domu wołamy na konie w taki sposób, jak to się u nas przyjmie. Na przykład: "wysoka", "dzika", "kulawa". To się najczęściej bierze od tego, jak koń wygląda. Jak klacz jest dzika, mało okiełznana, to wtedy jest po prostu dzika.
- Brał pan udział w ubiegłorocznej wystawie koni w Jesionówce.
- Dwa razy organizowano wystawy w Jesionówce i dwa razy tam byłem z końmi. Ale równie ważna okazała się Ogólnopolska Wystawa Zwierząt Hodowlanych w Warszawie, w roku 1997. Tam byłem z ogierem o imieniu Cyrkor. Jury zdecydowało, że mój koń zajął tam trzecie miejsce w jednej z kategorii. Na tej wystawie było w sumie ponad sto koni. Głównym gościem był prezydent Kwaśniewski. Przed wystawą osobiście przywitał się z każdym hodowcą. Mam zdjęcie, jak uściska mi dłoń. A na tej wystawie, z Cyrkorem, zdobyłem nagrodę finansową.
- Czy pan sam dogląda koni?
- Wszyscy doglądamy. Przede wszystkim stryj, ja i moje dzieci. Przy koniach bardzo lubi "kręcić" się 10-letni syn Radek. A najbardziej to lubi im podawać.
- Mówi się, że koń to bardzo rozumne zwierzę.
- Czy rozumne? Najrozumniejsze. Uważam, że nie ma mądrzejszego zwierzaka od konia.
- Wielu ludzi trzyma konie, ale, można powiedzieć, nie korzysta z nich. Jak jest z tym u pana? Siodło czy bryczka?
- Głównym celem to jest chów sobie, na sprzedaż, do rozrodu. Ale wracając do sedna pytania, to i jedno i drugie. Dodam, że moje konie prawie wszystkie chodzą i w bryczce i w siodle. Są spokojne i obuczone.
- Dziękuję za rozmowę.
CK, fot. CK
O NASZYM CZASOPIŚMIE || STRONA GŁÓWNA || ODGŁOSY || CIEKAWOSTKI || KULTURA || HISTORIA || ALBUM STARYCH FOTOGRAFII || SPORT || OGŁOSZENIA || WSPÓŁCZESNE ZDJ ĘCIA Z SIEMIATYCZ || ARCHIWUM || ANKIETA || KSIĄŻKA ADRESOWA || LINKS ||
Copyright 1998 - 2004 C Agencja Informacyjna Głos - Jerzy Nowicki, Jacek Wasilewski / Wszelkie prawa zastrzeżone. / Webadmin - Jarosław Surmacz
Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze